czwartek, 13 września 2007

MECZ W FINLANDII


Nad stadyjonem Olimpijskim w Helsinkach z wolna przez chmur zwały słońce przebijać się poczęło.
-A ja myślałem że te Fińczyki bardziej żółte so i że surowe ryby jedzą,a te tutaj to jakieś blade takie- mruknął trefniś Nawałka niezadowolony.
-Pokiełbasiło ci się widocznie - roześmiał się oblizując wargi trefniś Bobo - Przeca wiadomo że naród ten północny głównie z dobrej gorzałki znany a i komórki fajne i inne domki jeszcze z drewna robią.Twardy oni opór Serbom stawili więc i tego my spodziewać się winnim.
Potyczka owa niemrawym tempem toczyć się zaczęła bez sytuacyji klarownych a rycerstwo z jednej i z drugiej strony środek pola zagęściło niemiłosiernie.
Raz po raz ten i ów górne piłki do Rasiaka słał co to od początków samech w bitwie tej walnej występy czynił.
Łatwym to wcale być nie mogło bo tuż obok zawsze czyhał rycerz rosły Sam Se Sypia i piłki złośliwie wszystkie wygrywał..
-No nie no...No nie - stęknął pan Rasiak - Nic mnie pograć nie da i znowu mnie wszyscy pomawiać będą i kalumnie czynić...
A bitwa toczyła się dalej galopującego żółwia tempem że nie przysnąć wręcz nie sposób było.
I nasze rycerze też przysypiać jakby zaczęli na więcej Fińczykom zawziętym pozwalając.
-Tfu..Urok jakiś ..Czary nieczyste i śpiączkę na nas rzucają - ocknął się trefniś Bobo ślepia sklejone prawie przecierając i widząc że natarcie Finów na bramę naszą zmierza zakrzyknął- Borucu!! Booooorucu!!! Przbudź się !!!
-Co? Gdzie ?Czego?Aaaaaaaaaaaaaa - przecknął się Boruc raz po raz strzały kąśliwe broniąc.
-Pani?- doskoczył do kniazia Leo trefniś Nawałka - Rasiaka nam trza zmienić do po murawie się w te i na zad ciąga a pożytku z niego żadnego...
-Prawda - skinął łaskawie kniaź - Wpuście mi tam Sagana może on tu zaradzi i przez obronę wrogą się przebije..
A na stadyjonie buczenie i rykowisko dzikie słychać było za razem każdym gdy pan Boruc przy piłce przebywał w zdziwienie wszystkich wprawiając bo nikt z Fińczyków na połowę naszą z atakiem już się nie kwapił i nie wiadomo o co ta pretensyja być mogła,że na czas grę prowadzi czy jak..
Ledwo tylko Rasiaka pan Sagan zmienił już okazyję przepiękną miał główkę z roślejszym wygrywając i jeno rykoszet od słupka od porażki "Suomi" uchronił.
I tak to już do końca było .Raz my raz oni a szli nikt przechylić nie umiał.
A wiatr w Helsinkach wiał jeszcze długo w noc z nad Portugali wieści niosąc..
A GENE HACMAN SCOLARI IVICY W RYJA STRZELIŁ..STRZELIŁ
...LIŁ....
-Słyszysz panie? - skulił się trefniś Bobo - Zły to znak i konsekwencyje jakoweś mogą być tego..
-Nie dla nas sługo jeno dla Portugaleiros..A ich remis z Serby korzystny..........



~silentwind, 13.09.2007 11:16

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Autor ten sam zaiste jeno pod nickiem zmienionym :)
Opowieści kilka tu jest nowych co wykorzystać zezwala na blogu owym co to wspaniałością powala..pozdrawiam :) silentwind(stalko)
http://download.joemonster.org/b/na-grodzie-we-wronkach.pdf

cassa pisze...

bardzo dziękuję za zgodę na publikacje na tym blogu, nie omieszkam skorzystać, pozdrawiam
ps
wpadaj tu co jakiś czas :), zapraszam